Kiedyś na blogu Delie posypały się wspomnienia o grach planszowych (Nana, Twój komentarz o amerykańskich zabawach dla dorosłych debest) i pisałam tam o grze Scotland Yard. Jestem nią oczarowana! Cała moja i mojego męża rodzina również.
W górskim domku mamy wersję z lat 80tych, przywiezioną z Belgii, z ładnym planem Londynu

i kartonowym daszkiem (daszek po to, żeby policjanci nie widzieli, gdzie patrzy Mr. X, który przed nimi ucieka).


Jest i Tamiza :)

Na odwrocie kartoników są symbole autobusów/taksówek/metra, czyli środków komunikacji, którymi porusza się Mr. X i łapiący go policjanci ze Scotland Yardu :)


Nowa wersja gry niestety ma brzydszy plan Londynu i zamiast kartonowego daszka jest materiałowa czapka z daszkiem, a szkoda. Tak czy siak, gra super!
Czasem jest trochę późno i spać się chce... ;)

A gdyby zrobiło się nudno, zawsze można inaczej rozerwać graczy

I dwa moje ulubione zdjęcia z tamtego weekendu

