Pamiętacie wczasy z FWP?
Najfajniejsze wakacje ;)
Zawsze jeździłam z babcią, która zawsze mnie tam przemycała, tzn. kierownictwo ;) domu wczasowego dowiadywało się, że w pokoju będzie dodatkowa lokatorka już po naszym przyjeździe na miejsce. Babcia zawsze wiozła zagraniczne bombonierki, aby zyskać przychylność kierownictwa ;) Zawsze działało.
Wakacje w domach wczasowych, czyste retro!
I radio na pobudkę - komunikaty o stopniach zasilania gazem :)
Nad morzem, w Unieściu, pasiaste parawany i kanapki z kiełbasą zabierane na plażę ;) Babcine partyjki w brydża, spacery, jazda na bagażniku rowerów babcinych znajomych... Pamiętam cudny, wielki dom wczasowy w Międzyzdrojach i hotel Amber Baltic, jawiący się nam wówczas jako szczyt luksusu, gdzie babcia raz zabrała mnie na deser :) Ostatniego dnia, żeby wydać ostatnie pieniądze :)
Góry - Szklarska Poręba, Ustroń, Bukowina. Pamiętam takie ferie z moim najulubieńszym kuzynem - babcia na siłę wcisnęła mu na nogi buty narciarskie, niestety lewy but na prawą nogę, prawy na lewą. Dzielny chłopak rozpłakał się z bólu dopiero pod koniec dnia ;)
Ubiegłotygodniowy pobyt w Szklarskiej Porębie przypomniał mi o tych FWPowskich wakacjach. Tam połowa pensjonatów to byłe ośrodki FWP i są takie cudownie retro :)
Odwiedzającym Szklarską polecam Bar kawowy Małgosia, tuż za pocztą, przy skrzyżowaniu dróg na Jakuszyce i Świeradów. Żywcem przeniesiony z lat 80tych. W środku pachnie...kawiarnio-lodziarnią w warszawskim Smyku, gdzie raz w tygodniu ponad 20 lat temu chodziłam z mamą na koktajl truskawkowy. W "Małgosi" wszystkie desery też są szalenie retro :)
Polecam też kawiarnio - cukiernię na przeciwko Młynu Św. Łukasza. Ponoć najlepsza w regionie, tak mówią miejscowi. Na pewno najlepsza napoleonka, jaką jadłam.
Mieszkaliśmy w pensjonacie, w którym kiedyś był FWPowski dom wczasowy, a jakże.
Nowi gospodarze genialni zagospodarowali stary strych i powstało bardzo przyjemne studio dla kilku osób, zapewniające odpowiednio dużo prywatności ;) i taki widok z okna
To 7 rano
i widok z okna drugiego pokoju
I jeszcze kilka widoczków z ulubionej górskiej miejscowości
W temacie rowerów - wybraliśmy się na biegówkach do Czech :) za mostem granicznym, pierwszym znakiem na trasie dla biegówek było: Cyklisto! Sesedni z kola!
Nic to, że cyklistów tam jak na lekarstwo ;-)
Zdjęcie z komórki.
Zaś w temacie Czech...
Piwo chłodzi się w lodówce od kilku dobrych dni, a my oboje chorzy... Oczywiście, że się zaraziłam ;)