Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2011

tupot białych mew

Jaki to człowiek jest głupi. Niby wie, że jak wypije flaszkę czerwonego wina i zapali papierosa, to rano będzie źle, ale powstrzymać się nie może ;)

_DSC0054

_DSC0055

_DSC0056

_DSC0063

_DSC0071

_DSC0084

A za godzinę zaczynamy rundę ogródkową część 2. Aaaaaaaaaa......
Miłej soboty :)

piątek, 25 marca 2011

tak banalnie, że aż ładnie

Czy jest coś bardziej banalnego, niż zdjęcie pierwszego wiosennego krokusa? :)

_DSC0040

Właśnie mamy te banały w ogródku!
W końcu.

Kota sąsiadów uprasza się o nieobsikiwanie.

_DSC0043

_DSC0038


A w domu... 
Chyba nie zmarnowaliśmy kwiatka do końca. Wypuszcza mini-coś.


_DSC0026

_DSC0024


W sumie nasza choinka też wypuszcza nowe mini-coś, ale ponieważ trzymanie choinki w mieszkaniu pod koniec marca raczej nie powinno być powodem do dumy, zdjęć nie będzie ;)

PS. OLUŚ, STO LAT!

niedziela, 20 marca 2011

mehr Licht!

Chyba nikt nie wie, o co chodziło Goethemu w przedśmiertnej malignie, że żądał więcej światła :)

Pożyczyłam lampę błyskową. Od tej pory też będę wołać: mehr Licht! No zauroczona jestem.
Jest większa, niż mój amatorski aparat ;) Wygląda super ;)

Na razie zdjęcia za dnia, w białej kuchni, ale przy bardzo małej ilości światła zastanego. Bez lampy zdjęcia nie wychodziły.

_DSC0030

_DSC0031

_DSC0032

_DSC0033

_DSC0034

_DSC0036

_DSC0038

_DSC0039

_DSC0040

_DSC0044

Lampa stała się niestety kolejnym "must have".

czwartek, 17 marca 2011

Dzień Św. Patryka na talerzu


Oto co wczoraj wieczorem znalazł mój mąż między listkami rukoli na pizzy :)

_DSC0002-pola01

wtorek, 1 marca 2011

pokaż mi swoją lodówkę...

Zawsze wiedzieliśmy, ze w naszym szaro-betonowym mieszkaniu nie będziemy mieć zbędnych pierdół. Że lodówka w końcu będzie wysoka (w pierwszym mieszkaniu mieliśmy taką maleńką podblatową), będzie miała kostkarkę do lodu i nic nie będziemy na niej wieszać.
Jasne ;)
Apogeum obwieszenia lodówka osiągnęła w okolicach ubiegłego sierpnia. Mieliśmy na niej m.in. 3 zaproszenia ślubne na wrzesień.

  
Teraz lodówka nieco mniej obwieszona, ale wciąż nie jest to nasz ideał, haha. 

Kupon do ulubionego sklepu kosmetycznego. Ważność skończyła się w styczniu, ups. 






































Menu ulubionej knajpy z sushi na telefon. Chociaż i tak zawsze zamawiamy to samo.






































Dwa zdjęcia wiszące na lodówce od zawsze i chyba na zawsze ;) Piękny nowozelandzki krajobraz + siostra i szwagier mojego męża. Zdjęcie absolutnie najulubieńsze. W sumie mogliśmy sobie powiesić ich zdjęcie ślubne, bo mają zjawiskowe, ale to jest takie jedno, jedyne. Sprzed dwóch lat, kiedy wyjechali na zupełnie drugi koniec świata na pół roku i przysyłali nam zdjęcia pocztą. :)






































Przez cały listopad na lodówce mieliśmy laurkę od Nanowej Zojki. W grudniu zaczął się sezon kartek świątecznych - były trzy ulubione, dwie ze zdjęciami dzieci bliskich moich dziewczyn, jedna od Moni, (tej od fuksjowej zawieszki) chyba najelegantsza kartka, jaką w życiu dostaliśmy.

Magnesy na lodówkę to w ogóle oddzielna historia. Misiek ma z 10 lat, już nie pamiętam, skąd go mam; angielski strażnik od mamy sprzed jakichś 15 lat, przywieziony z Londynu; skrzynka pocztowa dostana od brata męża, pękniętą budkę telefoniczną chyba sama przywiozłam z UK.
Magnesik z ducati kupiony tuż po tym, jak zamieszkała z nami vespa.

Na nieszczęście dla porządku i ulubionej sterylności odkryłam jakiś czas temu, że na drzwiach wejściowych też się świetnie magnesy trzymają. Na razie się powstrzymuję, ale przecież to takie świetne miejsce na przyczepienie listy zakupów ;)

niedziela, 20 lutego 2011

in vino veritas :)

Piątkowy wieczór zaliczamy do baaaardzo udanych.
Para znajomych, domowa pizza, truskawkowo-sernikowe haagen - dazs, kajmakowy pischinger, rozmowy do 1:30 (chyba prawie nas namówili na kupno/wzięcie psa) oraz to, co znaleźliśmy w sobotni poranek na kuchennym stole.












































Motto na sobotę brzmiało: In aqua sanitas :)