Zdjęcia prosto z aparatu i bez obróbki. Uczę się nie-obrabiania zdjęć ;)





no, akurat to jedno przycięte, więc z jakąś tam obróbką


pies parówka

podglądanie


i już na Rakowicach - w tym miejscu mnie zawsze za gardło ściska.

Wieczorem zawsze chodzimy na cmentarz "u nas", na Salwatorze. W tym roku po drodze do kupienia oprócz miodków (taka tradycja jak pańska skórka w Warszawie) były: kiełbaski/hotdogi/gofry i popcorn. Brakowało jedynie zabawek do kupienia i balonów. Ale pod Rakowickim były :/












