Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

kiedy ostatnio jeździliście na jabłuszku?

My w sobotę. A wcześniej z piętnaście lat temu pewnie.
Oprócz jabłuszek były worki z sianem, deskorolka bez kółek i stare sanki. 
 DSCF8281

wtorek, 6 grudnia 2011

5 dni tam

Najpierw było okropnie zimno, i zanim dom się nagrzał, siedzieliśmy cały dzień we wszystkich ubraniach, które wzięliśmy, pijąc hektolitry herbaty z cytryną. I kawy z rumem.
Drugiego dnia słońce nie wyszło nawet na 5 minut.
A potem już było cieplej i jaśniej :)



DSC_5502

DSC_5437

DSC_5411

DSC_5425

DSC_5277

DSC_5294

DSC_5381

DSC_5395

Pierwszy prawdziwy śnieg w tym sezonie


DSC_5405

DSC_5450

DSC_5476

DSC_5602

DSC_5580-horz

DSC_5534

I widok z tarasu (nie wiem, czy "taras" nie brzmi zbyt pretensjonalnie w kontekście tamtych okolic)

DSC_5490

I absolutnie ulubione zdjęcie

DSC_5642

czwartek, 25 sierpnia 2011

100% Finlandii na Orawie

Zaczęło się rok temu, w czasie wakacji w Finlandii. Juhanus - noc świętojańska w "daczy" nad jeziorem: sauna - kąpiel w jeziorze- sauna - kąpiel w jeziorze. Wielki zachwyt!

A potem był pierwszy projekt.
_DSC1037

Po 3 dniach pracy (od podstaw :) ) było tak

sauna 3

A po sześciu:

sauna 5

Zostały jeszcze jakieś listewki do przybicia od frontu. To do zrobienia we wrześniu, w któryś weekend, jak tam pojedziemy.
Całość (!) wykonana przez 3 facetów, z których najstarszy ma 27 lat i jest moim mężem ;) 
Ja spuchłam z dumy. Zbudować taką piękną saunę "ot, tak", bo ma się takie marzenie, własnymi rękoma, według własnego projektu - czapki z głów.
Sauna działa, grzeje, jest naprawdę totalnie fińska i przepięknie pachnie surowym drewnem.
Wielkie love :)


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

dolce far niente?

Kilka razy się udało.



podsz1

podsz2

podsz3




siedem dni ma tydzień

Bilans zeszłego tygodnia:
Trzy nowe siniaki na nogach.
Jeden palec u nogi stłuczony w czasie gry we freesbee i trzy razy grubszy, niż normalnie.
3 dodatkowe kilogramy.
4 polaroidowe zdjęcia (z czego jedno udane)
To u mnie.

Jeden upadek z drzewa.
To u najmłodszego urlopowicza :)

Jedna łydka poszkodowana po upadku na schodach. 
To siostra mojego męża.

Jeden gwóźdź wbity centralnie w piętę (znów!).
To u mojego męża.

Jedno przypadkowe przetrącenie żuchwy w czasie meczu podwórkowej ligi piłki nożnej.
To u męża siostry męża :)

Jedna zbudowana sauna. W ogrodzie. 100% Finlandii na Orawie :)

I jeszcze coś bezcennego czyli widok z łąki_prawie_w_sąsiedztwie.


_DSC1152

piątek, 11 marca 2011

w klimacie FWP

Pamiętacie wczasy z FWP?
Najfajniejsze wakacje ;)
Zawsze jeździłam z babcią, która zawsze mnie tam przemycała, tzn. kierownictwo ;) domu wczasowego dowiadywało się, że w pokoju będzie dodatkowa lokatorka już po naszym przyjeździe na miejsce. Babcia zawsze wiozła zagraniczne bombonierki, aby zyskać przychylność kierownictwa ;) Zawsze działało.
Wakacje w domach wczasowych, czyste retro!
I radio na pobudkę - komunikaty o stopniach zasilania gazem :) 
Nad morzem, w Unieściu, pasiaste parawany i kanapki z kiełbasą zabierane na plażę ;) Babcine partyjki w brydża, spacery, jazda na bagażniku rowerów babcinych znajomych... Pamiętam cudny, wielki dom wczasowy w Międzyzdrojach i hotel Amber Baltic, jawiący się nam wówczas jako szczyt luksusu, gdzie babcia raz zabrała mnie na deser :) Ostatniego dnia, żeby wydać ostatnie pieniądze :)
Góry - Szklarska Poręba, Ustroń, Bukowina. Pamiętam takie ferie z moim najulubieńszym kuzynem - babcia na siłę wcisnęła mu na nogi buty narciarskie, niestety lewy but na prawą nogę, prawy na lewą. Dzielny chłopak rozpłakał się z bólu dopiero pod koniec dnia ;)

Ubiegłotygodniowy pobyt w Szklarskiej Porębie przypomniał mi o tych FWPowskich wakacjach. Tam połowa pensjonatów to byłe ośrodki FWP i są takie cudownie retro :) 




































Odwiedzającym Szklarską polecam Bar kawowy Małgosia, tuż za pocztą, przy skrzyżowaniu dróg na Jakuszyce i Świeradów. Żywcem przeniesiony z lat 80tych. W środku pachnie...kawiarnio-lodziarnią w warszawskim Smyku, gdzie raz w tygodniu ponad 20 lat temu chodziłam z mamą na koktajl truskawkowy. W "Małgosi" wszystkie desery też są szalenie retro :)
Polecam też kawiarnio - cukiernię na przeciwko Młynu Św. Łukasza. Ponoć najlepsza w regionie, tak mówią miejscowi. Na pewno najlepsza napoleonka, jaką jadłam.


Mieszkaliśmy w pensjonacie, w którym kiedyś był FWPowski dom wczasowy, a jakże.


Nowi gospodarze genialni zagospodarowali stary strych i powstało bardzo przyjemne studio dla kilku osób, zapewniające odpowiednio dużo prywatności ;) i taki widok z okna
























To 7 rano

 i widok z okna drugiego pokoju























I jeszcze kilka widoczków z ulubionej górskiej miejscowości























W temacie rowerów - wybraliśmy się na biegówkach do Czech :) za mostem granicznym, pierwszym znakiem na trasie dla biegówek było: Cyklisto! Sesedni z kola!
Nic to, że cyklistów tam jak na lekarstwo ;-)
Zdjęcie z komórki.
Zaś w temacie Czech...

 
Piwo chłodzi się w lodówce od kilku dobrych dni, a my oboje chorzy... Oczywiście, że się zaraziłam ;)