niedziela, 17 kwietnia 2011

Piazza Stavone

Powiało wielkim światem, prawda. Nie spodziewajcie się jednak zdjęć ze słonecznej Italii. Piazza Stavone to tutejsza nazwa Placu na Stawach, najbliższego bazaro-targu. Uwielbiam.



_DSC0157

_DSC0156

Cena jeszcze powala, aaaaaaaale to znak, że już wkrótce...
_DSC0159

_DSC0164

_DSC0165

_DSC0170

_DSC0172

No i odkrycie, już od pierwszej wizyty na Placu, chyba jeszcze przed przeprowadzką do obecnego mieszkania, ekostoisko. Z pewną taką nieśmiałością ;) robiłam zdjęcia, a właścicielka stoiska baaaardzo zachwyciła się naszą nową dietą i była szalenie pomocna w kwestii ilości czerwonej soczewicy na kolację :)

_DSC0177

_DSC0182

_DSC0183

_DSC0184

_DSC0187

_DSC0188

_DSC0193

Nana, jesteś dumna? :)

I jeszcze taki miły staruszek sprzedaje tam sadzonki ziół i warzyw. Ostatnio nazwał mnie złotym dzieckiem :)

piątek, 15 kwietnia 2011

raindrops keep falling on my head

No właśnie.
Komentarz jakby zbędny.

Obraz 005

Obraz 004

Obraz 002

Obraz 006

Obraz 007

Obraz 008

Kwiecień - plecień i inne mądrości ludowe sprawdzają się wyjątkowo!

Jeszcze ku pamięci - dziś przesiadłam się z laptopa 10" na 17" i cholera, na monitorze widać tak dużo! I kolory jakieś inne ;)

środa, 13 kwietnia 2011

obuchem w łeb czyli na haju

Uwaga. Grafomania mode on.
Co roku czekam na ten moment. Niektórzy czekają na Boże Narodzenie, inni na wakacje. A ja na połowę kwietnia. Wychodzę z domu i WIEM, że to już! I wtedy dostaję obuchem w łeb i, odetchnąwszy pełna piersią, jestem na haju. No bo jak inaczej może być z takim widokiem? :)

_DSC0205-horz

Latam nad ziemią, jest cudnie. Chrzanić to, że dziś było +3'C, że nasza trawa ani myśli urosnąć i że pan z allegro chyba nie wysłał tego bukszpanu, za który zdążyliśmy już zapłacić.

_DSC0215-horz

_DSC0154-horz

_DSC0196-horz

_DSC0233-horz

A w ogrodzie też haj

_DSC0254

_DSC0245

_DSC0276


_DSC0252-horz

_DSC0272-horz

_DSC0280

_DSC0248

Ulubiony kot sąsiadów okazał się kotką. W zaawansowanej ciąży. (To mi przypomina historię: moja stara kotka się okociła, jeden z kotków został wręczony jako prezent mojej przyjaciółce. Śliczny Garfield! A jaki łakomy i gruby był! Tajemnica łakomstwa i tuszy rozwiązała się cudownie któregoś dnia, kiedy przy Garfieldzie pojawiły się cztery małe rozkoszne nowonarodzone kociaki. Od tamtej pory przyjaciółka miała Garfieldzinę.)

_DSC0267

Mamy też własne zwierzątko

_DSC0283

wtorek, 12 kwietnia 2011

po deszczu

Wychodząc dziś na spacer planowałam zrobienie fajnych zdjęć w drodze powrotnej. Moje odbicie w szybie. Białe kalosze + biały parasol. Wyglądałam bardzo szykownie :] Niestety, kiedy wracałam, przestało padać, szykowny parasol stał się uciążliwą acz wciąż szykowną kulą u nogi i w ogóle.

_DSC0149

_DSC0199

_DSC0200

Mamooooo! (tak, moja mama czyta bloga) Prawda, że ten pies na pewno ma na imię Miśka? :-)

_DSC0155

sobota, 9 kwietnia 2011

tupot białych mew

Jaki to człowiek jest głupi. Niby wie, że jak wypije flaszkę czerwonego wina i zapali papierosa, to rano będzie źle, ale powstrzymać się nie może ;)

_DSC0054

_DSC0055

_DSC0056

_DSC0063

_DSC0071

_DSC0084

A za godzinę zaczynamy rundę ogródkową część 2. Aaaaaaaaaa......
Miłej soboty :)

piątek, 8 kwietnia 2011

jak stracić dysk w dwa dni

W tym celu należy pracować w ogródku przez cały weekend.
Nasz ogródek jest niewielki. Taki ot, przyblokowy, kilkadziesiąt metrów kwadratowych. A w nim najbardziej wypasione dżdżownice w całym mieście i cmentarzysko ślimaków. Stłuczona szyba, stłuczona flaszka, damski obcas. Pozostałość po poprzednich mieszkańcach? Tona kamieni i gruzu.  Pozostałość po docieplaniu bloku. Chwasty. Tulipany do odratowania. Żywopłot do wywalenia i forsycja do przesadzenia :) 
Po skopaniu całego ogródka mój mąż nie miał skóry na dłoniach, tylko pęcherze, a ja po przeoraniu i przegrabieniu gdzieś straciłam dysk albo i kilka dysków.
I niestety nie ma opcji, że w poniedziałek rano zobaczymy kiełkującą trawę, której nasiona wysialiśmy w niedzielę wieczorem. Prawdę mówiąc, dziś, w piątek, kiełków trawy dalej niet.

_DSC0506

_DSC0512

_DSC0514

_DSC0516

_DSC0518

_DSC0524

_DSC0525

_DSC0520

Żeby nie było tak pesymistycznie: uwielbiam babranie w ziemi. Uwielbiam wyciąganie dżdżownic z mokrej ziemi i wyrywanie korzeni trawy i chwastów. W tych czarnych doniczkach wkrótce posadzimy zioła i roślinki. 
Kiedyś będziemy mieć takie z własnego ogrodu :)

_DSC0538

PS Marzyłam o sesji zdjęciowej dżdżownic. Ale a) nie mam dobrego obiektywu do fotografowania takich maleństw (Kejtko, obiektywy [z] makro od Oliśki? hahaha) b) byłam zbyt wyczerpana, żeby utrzymać aparat w ręku, o.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Cyklisto, sesedni z kola!*

* Rowerzysto, zsiądź z roweru
:)

_DSC0001

_DSC0002

_DSC0014

_CSC0405

_DSC0035

i idź na...

_DSC0009

Nasze przecudnej urody rowery (mój holenderski, brązowy, mężowy 60-letni, zielony, odrestaurowany, śliczny, piękny i w ogóle) są w poprzednim mieszkaniu w piwnicy. Piwnica zamykana na klucz. Klucz jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie... A pogoda na rower idealna, co widać po tłumach na krakowskich ścieżkach rowerowych i w ogóle.
Kiedyś jeździłam do pracy na rowerze, miałam dość blisko, trasa była w sam raz. Raz się wybrałam w spódnicy. Bo wiecie - tak stylowo miało być, balerinki, spódnica z koła, torebka na bagażniku, brakowało jedynie koszyka z kwiatkami lub biszkoptowym szczeniaczkiem labradorem z przodu. Po tym, jak kiecka malowniczo podwineła się do połowy pleców, już zawsze jeździłam w spodniach.